poniedziałek, 21 stycznia 2019

Herbata czternasta

Weronika niczym burza wpadła do „Romea i Julii”. Podeszła do kasy i zaczęła wpatrywać się we mnie uporczywie. Wiedziałam, o co chodzi, mimo to – zamiast przejść do sedna sprawy – zapytałam uprzejmie, tak jak pytałam każdego klienta:
– Czy mogę już przyjąć zamówienie?
– Dobrze wiesz, że nie po to przyszłam – odpowiedziała. – Odebrałaś już te wyniki, nie?
– Odebrałam, ale jak nic nie zamówisz, to cię stąd wywalę. Chyba że obiecasz, że nie będziesz tu siedzieć dłużej niż pięć minut.
– No dobra, w takim układzie poproszę... herbatę. Czarną truskawkową.
– Okej. – Miała już odchodzić, ale zawołałam za nią: – Ej, zapłacić musisz! Darmowa to tylko na spotkaniach klubu, ile razy mam ci przypominać?
– Naprawdę nie da się tego obejść? Ja jestem tylko biednym studentem!
– Nie można, bo jak nie będziesz mi płacić, to mnie matka zabije.
Wzdychając, wyjęła z kieszeni kilka monet i podała mi. Obiecałam, że dołączę do niej za chwilę z gotową herbatą. Wzięłam się za jej szykowanie, kiedy do herbaciarni wróciła niosąca w rękach kilka siatek z zakupami mama.
– I jak? – zapytała, wchodząc za ladę. – Oglądałaś już te wyniki, jak mnie nie było?
– Nie, jeszcze nie – odparłam. – Czekam na Jurka, chciałam przy nim zobaczyć. Czemu mi nie powiedziałaś, że tyle rzeczy było do kupienia? Pomogłabym ci.
– Oj tam, nie ma tego aż tyle. A przy mamie to nie możesz zobaczyć? Dawaj, zerkniemy.
Po chwili uległam jej namowom. Sięgnęłam do torby po teczkę, w której dostałam wyniki matury. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam ją.
– No, pokazuj!
Bez słowa podałam kartkę mamie.
– Czterdzieści osiem procent! Zdałaś! – zawołała, przytulając mnie. – Jak to dobrze!
– Też się cieszę – przyznałam. – Tylko wiesz, mam jedną herbatę do zrobienia, Weronika tam na mnie czeka i...
– Tak, jasne. Rób tę herbatę i zmykaj.
Szybko dokończyłam zamówienie, by móc zaraz dosiąść się do stolika koleżanki. Starałam się zachować poważną minę, na którą udało mi się ją nabrać. Z troską zapytała:
– Co, nie zdałaś?
– Ale ja nic nie mówię.
– No właśnie! Czyli co, nie zdałaś?
– Zdałam!
– To dobrze – usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Jerzego. – Na ile procent?
– Czterdzieści osiem... Co ty tu robisz? Myślałam, że wpadniesz później.
– Tak, ale nie mogłem się doczekać, żeby się dowiedzieć, czy ostatecznie udało mi się ci pomóc.
– Udało się, jak widać.
– To super. Mogę cię na chwilę prosić? Chciałbym porozmawiać. Na osobności.
– Jasne.
Odchodząc od stolika, przeprosiłam Weronikę i zapewniłam, że za chwilę wrócę. Wyszliśmy przed herbaciarnię. Wydawało mi się, że Jurek się czymś denerwuje, ale nie wiedziałam, dlaczego, więc nie dopytywałam, w razie gdyby było to coś nieprzeznaczonego dla mnie. Dłuższą chwilę milczał, aż w końcu zaczął:
– Pamiętasz może, jak kiedyś rozmawialiśmy o tym, że chciałbym być dla ciebie czymś więcej niż tylko dawnym przyjacielem, który miał ci teraz pomagać w matmie?
– Pamiętam, i co?
– A pamiętasz, jak nie popierałem pomysłu na klub czytelniczy, ale potem zacząłem ci w nim pomagać i przychodzić na spotkania?
– To też pamiętam, ale co to ma do rzeczy? – zdziwiłam się.
– To, że... głupio przyznać, ale przez moment nie chciałem, żebyś angażowała się w coś nowego, bo byłem zazdrosny. Bałem się, że będziesz miała dla mnie mniej czasu i moje szanse jeszcze bardziej się zmniejszą.
Na moment odebrało mi mowę. Rzeczywiście dobrze pamiętałam naszą rozmowę o tym, że Jerzy chciał mieć we mnie kogoś więcej niż przyjaciółkę, ale nie sądziłam, że zaprzątało mu to głowę tak bardzo, że sabotował przez to klub czytelniczy. Nie miałam pojęcia, jak mogłam mu odpowiedzieć.
– Ale... chyba wyszło na to, że dzięki temu miałam dla ciebie jeszcze więcej czasu – stwierdziłam po namyśle. – Przychodzisz na te spotkania klubu...
– Tak, ale teraz nie muszę pomagać ci w matematyce, a klub to godzina na dwa tygodnie.
– Możesz przychodzić tutaj nawet poza spotkaniami klubu. Z Weroniką spotykam się głównie tak... a właściwie tylko tak. Nigdy nie spotkałam się z nią poza herbaciarnią, a fajnie się dogadujemy i mamy dobry kontakt.
– Tylko że Weronikę poznałaś niecały rok temu i „Romeo i Julia” to dla was może początek czegoś większego, ale przede wszystkim to ta jedna rzecz, którą macie teraz wspólną. A ja? Przecież mimo wszystko znasz mnie od dziecka. Chciałbym, żeby było tak, jak wtedy, kiedy byliśmy sobie bliscy. Nawet jeżeli nie mogę liczyć na nic więcej niż przyjaźń, to chciałbym móc czasem znowu wpaść do ciebie do domu, napić się herbaty malinowej, którą mi zrobisz bez przejmowania się tym, czy mam ci za nią zapłacić albo tym, czy zaraz coś cię oderwie od rozmowy, bo w końcu będziesz w pracy.
– Coś w tym jest... Cóż, jeżeli będziesz bardzo chciał, będziesz mógł czasami do mnie przyjść, tak myślę. O ile nie będę miała za dużo pracy w herbaciarni.
– Pracy? W herbaciarni? – zdziwił się. – A to nie będziesz rekrutować się na studia? Wydawało mi się, że cały czas o to właśnie chodziło.
– Niby tak, ale zrozumiałam ostatnio, że bardzo dobrze czuję się robiąc to, co robię. Rozmawiałam o tym z mamą i ustaliłyśmy, że oficjalnie zrobimy z „Romea i Julii” rodzinny biznes. A jeżeli jeszcze zmienię zdanie, to zacznę studia od przyszłego roku.
– Chyba rozumiem – przyznał niepewnie. – Czyli wciąż najczęściej będę mógł zobaczyć cię tutaj?
– Pewnie tak, ale u mnie w domu też jesteś mile widziany, oczywiście. Masz czas wieczorem?
– Hm... no mam.
– W takim razie przyjdź dziś do mnie. Dziś wracam do domu przed osiemnastą.
– Okej. Przyjdę.
Uśmiechnęłam się. Miałam już odwrócić się i wejść do herbaciarni, by zająć się obowiązkami, jednak Jerzy zatrzymał mnie jeszcze na chwilę.
– Lila... mogę cię przytulić? – poprosił. – Oczywiście po przyjacielsku. Tak na początek nowego etapu.
Bez słowa podeszłam bliżej i zarzuciłam mu ręce na szyję. Nie wiedziałam, czy ten etap był aż tak nowy, w końcu zmieniało się niewiele. Nadal miałam pomagać mamie w herbaciarni i prowadzić klub czytelniczy. A może zmieniało się więcej, niż myślałam? Choć postanowiłam na razie nie zaczynać studiów, miałam zdaną maturę, nie musiałam się tymczasowo niczego uczyć.
Przytulona do przyjaciela, wiedząc, że w rodzinnej herbaciarni „Romeo i Julia” czekała na mnie kolejna dobra znajoma oraz kochająca rodzicielka, pomyślałam, że to nieważne, jeżeli coś zaczynało się zmieniać albo dopiero miało się zmienić – liczyła się tylko nadzieja, że to zmiany na lepsze i fakt, że mogłam stawić im czoła z kochającymi ludźmi u boku.

I tak oto kończy się Herbaciana historia. Początkowo miała trwać dłużej, jednak kiedy przestałam dawać sobie radę z głównym założeniem tego bloga, czyli publikowaniem co tydzień, zrozumiałam, że jednak pisanie w takim trybie to nie moja bajka, a już na pewno nie potrafiłabym tak „w nieskończoność”. Mimo to zdążyłam się przez ostatnich kilka miesięcy zżyć z tym opowiadaniem i jego bohaterami. Mogę stwierdzić, że przynajmniej w najbliższym czasie po zakończeniu na pewno będzie mi czegoś brakowało.
Nie byłoby tego bloga bez czytelników, których, muszę przyznać, zebrało się tu sporo (przynajmniej jak na moje skromne standardy). Dziękuję Wam za wszystkie wyświetlenia, obserwacje oraz komentarze. Do przeczytania! – mam nadzieję. ☺
Netka Sidereum Graphics