poniedziałek, 14 stycznia 2019

Herbata trzynasta

Siedziałam na podłodze na zapleczu, oparta plecami o szafkę. Na kolanach trzymałam zeszyt, obok miałam rozłożoną książkę do matematyki. Byłam akurat w połowie rozwiązywania zadania, kiedy do pomieszczenia wtargnęła Weronika.
– Co ty robisz? I dlaczego siedzisz tutaj? – zapytała. – Zaraz zaczyna się spotkanie.
– Siedzę tutaj, bo udaję, że mnie nie ma. Właśnie, zapomniałam cię poprosić... poprowadzisz za mnie to spotkanie? – odparłam.
– Żartujesz sobie? Przecież to twój klub.
– No wiem, ale Jurek mi kazał zrobić test z matmy i zostały mi trzy otwarte zadania do zrobienia, a mam mu to pokazać po spotkaniu. Godzina w sam raz mi wystarczy, żeby to dokończyć.
– Nie przejmuj się, on zrozumie. Nie?
– Nie, bo zadał mi to w zeszłym tygodniu i mogłam dawno się za to zabrać, a ja zostawiłam to na ostatnią chwilę. Jeszcze wczoraj kończyłam te „Ptaki ciernistych krzewów” czytać...
– Ale skoro specjalnie kończyłaś to czytać, to twój wysiłek nie może pójść na marne. Chodź.
Z westchnieniem odłożyłam matematykę na bok. Wyjęłam z torby książkę i podążyłam za znajomą. Zostałam powitana przy stole uśmiechami i miłymi słowami. Na poprzednim spotkaniu wspominałam, że być może klub będzie musiał zostać przeniesiony do budynku uniwersyteckiego, do czego nawiązała jedna z uczestniczek, pytając:
– Czyli jednak nie zmieniamy miejsca spotkań? Coś o tym ostatnio pani wspominała.
– Nie, uznałam, że póki co herbaciarnia będzie wystarczała. A jeżeli coś się zmieni, na pewno o tym poinformuję.
– To dobrze. Tutaj jest taka niesamowita atmosfera, że nie wyobrażam sobie przychodzić na te spotkania w inne miejsce – przyznała dziewczyna.
Odpowiedziałam jej uśmiechem. Milczałam kilka sekund, w razie gdyby ktoś jeszcze chciał odezwać się i podzielić się jakimiś uwagami. Nikt nie zabrał głosu, dlatego przeszłam do prowadzenia spotkania. Chociaż miałam trochę przemyśleń na temat książki, nie chciałam przerywać innym zebranym, którzy byli jak zwykle zaangażowani w rozmowę, niektórzy może nawet bardziej niż zwykle – na spotkaniach pojawiało się kilka osób, od których wiedziałam, że przygotowywały się do egzaminów maturalnych i zależało im na wyrobieniu się w analizie lektur, również w formie ustnej. Wydawało mi się, że po dyskusji wszyscy byli zadowoleni z siebie; cieszyłam się na myśl, że klub może im chociaż w niewielkim stopniu pomóc.
Po spotkaniu zostałam przy stole sama z Jerzym – była to właściwie tradycja. Wiedziałam, że Weronika nie będzie na mnie czekać, a mama – wiedząc o korepetycjach, na które byłam z przyjacielem umówiona – już wcześniej zwolniła mnie z obowiązków na jeszcze jedną godzinę, dlatego nie spieszyłam się specjalnie.
– I jak tam ci idzie matma? – zagaił.
– Nawet mi nie mów. Chyba kiepsko.
– Ale zrobiłaś te zadania, które ci wskazałem?
– Nie wszystkie... – przyznałam. – Zaraz ci pokażę. Chcesz jeszcze herbaty?
– Jak na koszt firmy, to nie, nie chcę być pasożytem. Będziecie stratni.
– Nie martw się, klub czytelniczy przyniósł zamierzony efekt, herbaciarnia zarabia jak nigdy dotąd. Zrobię ci malinowej, wiesz, że robię dobrą.
– To ostatnie chyba mnie przekonało – przyznał – ale mimo wszystko mi głupio. Tyle tej darmowej herbaty już wypiłem...
– Dobra, to dawaj pięć złotych.
Zaśmiał się krótko, sięgając do torby po portfel. Podał mi monetę pięciozłotową, a ja podziękowałam mu i oddaliłam się w kierunku kasy. Kiedy przygotowywałam dla niego herbatę, mama zagaiła:
– Słuchałam dzisiaj, co masz do powiedzenia na spotkaniu klubu. Nie spodziewałam się, że przy obcych też możesz być taka wygadana.
– Prowadzę ten klub czwarty miesiąc, a ty dopiero teraz zwróciłaś uwagę na to, co tam robimy? – zdziwiłam się.
– Nie, nie to miałam na myśli. Na początku chyba nie byłaś do końca przekonana do tego, co mówisz, a teraz całkiem sprawnie idzie ci rozmawianie z innymi, o to mi chodziło.
– Jasne. Faktycznie teraz trochę mniej się stresuję, jak mam coś powiedzieć przy całej grupie ludzi, ale czy ja wiem, czy jestem wygadana...
– Jesteś, jesteś. A teraz zabieraj tę herbatę, żeby Jurek nie czekał.
Z kubkiem w ręce i torbą na ramieniu wróciłam do stolika. Pokazałam przyjacielowi test, który jeszcze chwilę wcześniej usiłowałam dokończyć. Na początek zajął się sprawdzeniem zadań, które udało mi się rozwiązać.
– Wydaje mi się, że całkiem dobrze ci poszło – przyznał. – Nie będę ci jeszcze obliczał całego wyniku, bo nie masz wszystkiego. Tych zadań nie zrobiłaś, bo nie rozumiałaś, czy nie zdążyłaś?
– Nie zdążyłam – powiedziałam szczerze. – Ale mogę zrobić teraz.
– No to rób.
Ku własnemu zdziwieniu, rozwiązanie pozostałych zadań zajęło mi niewiele czasu, bo raptem kwadrans. Co dziwniejsze, Jurek, kiedy je sprawdził, skomentował:
– Muszę przyznać, że zrobiłaś te zadania bezbłędnie. A z całego testu dobrze rozwiązałaś... sześćdziesiąt pięć procent.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
– Serio? Nigdy nie miałam tyle, nawet, jak jeszcze w szkole rozwiązywałam próbne arkusze.
– No cóż, mimo wszystko uczyłaś się przez tych kilka miesięcy, nie może nie iść ci dobrze. Tylko nie możesz osiąść na laurach, żeby na maturze też ci dobrze poszło. Kiedy piszesz, tak w ogóle?
– Siódmego maja.
– O, to już niedługo. Szybko to minęło. Stresujesz się?
– Może trochę, ale staram się tym nie przejmować. W razie czego ciągle mam „Romea i Julię”.
– Prawda. To jak, chcesz się jeszcze dzisiaj pouczyć czy dać ci spokój?
– Właściwie możemy się jeszcze pouczyć. Pokaż mi, co tam źle zrobiłam.
Pozostały czas korepetycji wykorzystaliśmy na omówienie testu. Nie zdążyliśmy zabrać się za coś nowego, dlatego Jerzy nakazał mi, bym wybrała ćwiczenia z działów, w których nie czułam się pewnie, i przerobiła je, po czym obiecał, że jeszcze przed moją maturą z matematyki spotka się ze mną, by je sprawdzić. Pożegnaliśmy się, po czym on pospieszył na przystanek, by zdążyć na autobus do domu, a ja dołączyłam do mamy za kontuarem.
– Jak ci idzie matematyka? – zapytała.
– Wychodzi na to, że coraz lepiej.
– Czyli co, poprawisz maturę i uciekniesz mi na studia?
– Mamooo, a ile razy ci mówiłam, że wcale nie wiem, czy w ogóle poprawię, a co dopiero iść na studia? Zresztą, właśnie chciałabym z tobą porozmawiać o...
Przerwała mi, mówiąc:
– Co, chcesz mnie przekonać, żebyś mogła tu nadal pracować?
– Tak jakby... No bo tutaj jest naprawdę w porządku, a ja chcę ci pomagać, a im bardziej się zastanawiam, tym bardziej mi się wydaje, że to nie moja bajka. Jurek i Weronika ciągle mi coś opowiadają i...
– Dobrze, poczekaj. Cały czas chodziło o to, żebyś poprawiła maturę i naprawdę, skup się na tym, bo niewiele ci zostało. Jak odbierzesz wyniki, to porozmawiamy. A teraz zajmij się czymś, chyba znowu są jakieś naczynia do zebrania.
Wzdychając wymownie, sięgnęłam po tacę i wróciłam na salę.
Netka Sidereum Graphics